Do ostatniej chwili trwały prace przy dachu
zabytkowego pałacu w Narolu. Kiedy na piątek, 19 grudnia, zaplanowano
odbiór przez Konserwatora Zabytków nowego pokrycia XVIII - wiecznego
pałacu w Narolu, okazało się, że zabrakło 300 gąsiorów. Od świtu
pracownicy kładli dowiezione w ostatniej chwili ceramiczne dachówki, by
od godziny dziewiątej mógł rozpocząć się odbiór nowego dachu tej
przepięknej, narolskiej perły Roztocza.
O
krótki opis historii remontu dachu zespołu pałacowo-parkowego w Narolu,
poprosiliśmy prof. Władysława Kłosiewicza – właściciela zespołu
pałacowego w Narolu i prezesa Fundacji Pro Academia Narolense oraz jego
brata Bogusława Kłosiewicza – sekretarza fundacji.
- W 2007 roku podjęliśmy decyzję o całkowitej wymianie
więźby dachowej, choć na początku były plany jedynie remontu. Ale kiedy
dokładnie przyjrzeliśmy się starej więźbie okazało się, że oprócz
ogromnego przegnicia w obecnej konstrukcji nie ma możliwości
zagospodarowania poddasza, a to było jednym z naszych założeń.
Wprowadzenie tego planu w życie okazało się jednak sporym wyzwaniem.
Specjalny projekt zmusił nas do wykonania pewnych bardzo
skomplikowanych prac. Między innymi uzupełniono ubytki w ścianach
nośnych, na których stanęły konstrukcje dachowe. Wybudowano całkowicie
nowe kominy, gdyż stare nadawały się jedynie do rozbiórki Wykonano
specjalne poduszki betonowe w stropach, a wszystkie (teraz niemal
niezauważalne) podpory i wsporniki na poddaszu usytuowano na ścianach
nośnych – nic nie spoczywa na stropach pałacu! Nadmieńmy, że
konstrukcja dachu wraz z dachówkami waży ponad 100 ton! Żeby jeszcze
bardziej zobrazować ogrom prac przygotowawczych powiedzmy, że
uzupełnienie ubytków w ścianach pochłonęło 300 000 sztuk cegieł.
Pierwszy etap, który obejmował wymianę starej i postawienie nowej
więźby trwał trzy miesiące (od października do grudnia) 2007 roku.
Udało się przed zimą, a na wiosnę miało rozpocząć się krycie dachu.
Jednak ekipa z okolic Tomaszowa Lubelskiego w ostatniej chwili wycofała
się z uzgodnień i zostaliście bez wykonawcy. Jak poradziliście sobie w
tej sytuacji?
- Tak było, a co gorsze okazało się, że znalezienie
odpowiednich fachowców do takiej pracy jest niezwykle trudne. Z pomocą
przyszedł nam konserwator zabytków, który wskazał firmę godną zaufania
i należącą do najlepszych w Polsce. Pojechaliśmy do Wysocka, gdzie
firma „Janosik” z Limanowej ( bo o niej mowa) kryła podobny obiekt do
naszego. To było to czego szukaliśmy!
Znakomici górale, sumienni i dokładni w swoim fachu, w tej chwili
właściwie specjalizujący się w tak dużych obiektach zabytkowych. To, co
zrobili przy naszym pałacu, było doprawdy mistrzostwem, a że pogoda
była dla nas łaskawa, to całe prace udało się bezproblemowo ukończyć
jeszcze przed opadami śniegu.
- Teraz jest lepiej - dodaje Bogusław Kłosiewicz - otrzymujemy
wiele wsparcia z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jednak
tak dobry klimat jest dopiero od kilku lat. Na nasze słowa
podziękowania zasłużył przede wszystkim generalny konserwator zabytków
Tomasz Merta. Swoją wiedzą i pomocą służą nam dyrektor Muzeum Pałacu w
Wilanowie Paweł Jaskanis oraz dyrektor Wit Wójtowicz z Muzeum-Zamku w
Łańcucie. Bardzo dobrze układa się też nam współpraca z władzami
lokalnymi na czele z Burmistrzem Narola Stanisławem Wosiem.
Kolejny etap prac remontowych to wstawienie okien, które realizowane
będzie wczesną wiosną. Okna już są gotowe, a producentem jest lokalny
wytwórca, firma „Natura” z Bełżca. W planach jest także malowanie
elewacji pałacu oraz pokrycie orynnowania budynku specjalną farbą
imitującą spatynowaną miedzianą blachę. Widzimy też pewne prace przed
pałacem. Czy można czytelnikom powiedzieć o tym coś więcej?
- Rzeczywiście rozpoczęliśmy prace przy terenach przed
dziedzińcem. Wytyczone zostały ścieżki i sporządzony projekt klombów,
trawników i ogrodów wokół posiadłości. Projekt przewiduje zasadzenie
różnych roślin, trawniki, klomby kwiatowe, a także winnice. Musieliśmy
wstrzymać chwilowo prace przy ogrodzeniu, gdyż przy drodze gmina
planuje nowy chodnik i dopiero wtedy będzie możliwe usytuowanie naszego
ogrodzenia. A w dalszych planach przewidujemy odtworzenie sławnej alei
lipowej…
Oczywiście będziemy towarzyszyć i bacznie przyglądać się pracom
renowacyjnym w przyszłości, ale teraz zmieńmy nieco temat i
porozmawiajmy o muzyce i aktualnych przedsięwzięciach muzycznych. Może
powiedzmy, kim jest profesor Władysław Kłosiewicz?
Aktualnie wykładowca na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w
Warszawie na kierunku klawesyn i interpretacje muzyki XVII i XVIII
wieku, związany z Warszawską Operą Kameralną jako kierownik
artystyczny. Prezentuje własne koncerty, recitale i przedsięwzięcia na
większą skalę. Dodajmy, że do 2004 roku W. Kłosiewicz związany był z
Uniwersytetem Sztuk Muzycznych i Teatralnych w Grazu (Austria) jako
profesor klawesynu i interpretacji barokowej, gdzie przez siedemnaście
lat był wykładowcą. Laureat nagród w Polsce i za granicą, m.in. Paryżu,
Gijon, Monachium. Laureat ogólnopolskiej nagrody muzycznej „Fryderyk”,
założyciel Fundacji Pro Academia Narolense oraz zespołu muzyki dawnej
„Narol Baroque”.
Czy mógłby Pan pochwalić się czytelnikom swoim ostatnim projektem ?
- Moją ostatnią realizacją jest „Giulio Cesare” (Juliusz
Cezar – przyp.red.), którą wystawiła Warszawska Opera Kameralna. Jest
to pierwsza polska realizacja opery J.F.Haendla z użyciem historycznych
instrumentów z udziałem czołówki młodych polskich śpiewaków
wyspecjalizowanych w muzyce baroku. Przy tej okazji zostało
zrealizowane nagranie wydane w formie 3-płytowej pięknie wydanej
edycji. W projekcie, oprócz gry na klawesynie powierzono mi
kierownictwo muzyczne i dyrygenturę. Jako ciekawostkę powiem, że wielu
znamienitych artystów uczestniczących w tym dziele występowało już w
Narolu! Powiedzmy tutaj o takich gwiazdach jak: Olga Pasieczna, Anna
Kowalska czy Anton Birula. W przyszłym roku przypada 250 rocznica
śmierci J.F.Haendla i przy tej okazji opera zostanie pokazana m.in. na
Festiwalu Twórczości Jerzego Fryderyka Haendla.
Czego życzyć Panom i Fundacji w Nowym Roku?
- Przede wszystkim czasu na odpoczynek i wytchnienie, bo
tego najbardziej brakuje. Kiedy trzy tygodnie temu występowałem
Ambasadzie w Wiedniu na zaproszenie Ambasadora RP Pana Jerzego
Margańskiego dla Korpusu Dyplomatycznego, myślami byłem już w Warszawie
i Narolu. Zastanawiałem się czy zdążymy z pracami na odbiór
konserwatora zabytków. Wszystko w ciągłym pośpiechu… Dlatego teraz
marzymy o odpoczynku i oby przyszły rok pozwolił cieszyć się z udanych
realizacji kolejnych zamierzeń i planów.
Narolskie Centrum Informacji